Lucy Howard
zabrany mundur;dyplom ukończenia szkoły;klucz do domu; pocztówka z Egiptu;miś przytulanka;różowy kocyk;dziurawy namiot; oraz ozdoby świąteczne z bagażnika auta.
zabrany mundur;dyplom ukończenia szkoły;klucz do domu; pocztówka z Egiptu;miś przytulanka;różowy kocyk;dziurawy namiot; oraz ozdoby świąteczne z bagażnika auta.
W tym całym koszmarze trzeba szukać szczęścia, czegoś co podtrzyma cię na duchu kiedy sądzisz, że jest już tak źle, że myślisz sobie Lepiej umrzeć. Przypominać sobie chwile kiedy było się naprawdę szczęśliwym.
Twarze osób, które się kochało. Osób, które już najprawdopodobniej nie żyją.
Trzeba też myśleć o tym jak wielkie się miało szczęście, trafiając do obozu.
Lucy chyba może nazwać się takim szczęściarzem. Przybyła do obozu w aucie swojego ojca wraz ze swoim mężem. jednak bez rodziców, którzy akurat w tedy wybrali się w podróż do Egiptu.
Jednak nie można mieć wszystkiego prawda?
Kiedy wyszła z kwarantanny, chciała co oczywiste, zobaczyć się ze swoim mężem, a tu niespodzianka !
Twój mąż był zarażony, więc już go nie ma na tym świecie. Proste, ale jakże raniące. Została zraniona, bo przecież jak to? Jej mąż? Zarażony?
A powinna się cieszyć, że ona od niego się nie zaraziła.
Chciała coś zrobić. Jakoś wykorzystać swoje przeszkolenie. Ukończyła przecież USMA.
Co było rodzinną tradycją.
Postanowiła więc, że zostanie zwiadowcą...
Imie i nazwisko : Lucinda Howard zd. Pillsbury
Wykształcenie : United States Military Academy
Stan cywilny : Wdowa
Funkcja w obozie : Zwiadowca
____________
Twarz - Gemma Arterton
Cytat - Marcel Proust
Dzień Dobry !

[ Zabójczo piękna Gemma w USMA? To dopiero musiała być gratka dla tych wszystkich mężczyzn w tamtejszym gronie. Witam koleżankę po fachu. ]
OdpowiedzUsuń[ Przyznam, że ciekawe podejście do śmierci ukochanego. Natomiast wątek naturalnie, ale nie lubię wątków o niczym, więc pokombinuję i jak przyjdzie mi do głowy konkretna sytuacja w jakiej mogliby się znaleźć, odezwę się, zrzucając na Ciebie rozpoczęcie :) ]
OdpowiedzUsuń[Gemma! Gemma jest taka śliczna *,* I zupełnie nie pasuje mi do roli zwiadowcy, ale kogo to obchodzi? :) W każdym razie, witam serdecznie!]
OdpowiedzUsuńAlyssa
[Ładna pani zwiadowca, więc Jinx od razu chce wątek. Bez dalszych wstępów. Jednak ja najpierw podziękuję za przywitanie, bo jakoś tak wypada. A jeśli chodzi o wątek zaobozowy... Ludzie-technicy odbierają sygnał, który mógł być nadany przez żywych, niezarażonych, a ludzie-zwiadowcy muszą to sprawdzić. Jinx bierze jednego człowieka, bo mniejsza grupa ma większe szanse przeżycia w całości, a warto mieć kogoś ze sobą, nie tylko przeciw sobie.]
OdpowiedzUsuńJinx
[To był taki przykład-sugestia-propozycja. Jeśli Ci pasuje, będę szczęśliwa. Jeśli nie - mogę wymyślić coś innego.]
OdpowiedzUsuńJinx
[A ja uwielbiam panią Gemmę. Chciałam właśnie z nią zrobić postać, ale paczam, że już ktoś ma :)
OdpowiedzUsuńWątek?]
~Gabrych
[Pomysły są dwa: pierwsze w magazynie z amunicją szukają nabojów do giwerki Gabrycha. Drugie że ćwiczą razem krav magę dla kondycji. Co Pani na to?]
OdpowiedzUsuń~ Gabrych
[Zależy w jakim momencie Lucy dotarła do obozu, bo Gabrych jest właściwie od początku. Zawsze można założyć, że znają się z imienia i z wymieniania się "cześć" na ulicy]
OdpowiedzUsuń~Gabrych
Czasami Gabriel nie wiedział, co tutaj robi, otoczony zombiakami. Siedział, czyścił broń lub czytał książki. Ożywiał się tylko gdy trzeba było zrobić wypad albo truposze zainteresowały się zbytnio terenem dookoła ich obozu. Wtedy napływała adrenalina, świat nabierał barw. Zapewne wynikało to z faktu, że meksykanin żył dość niebezpiecznie zanim jeszcze pojawiły się chodzące truposze. Przewozy narkotyków, handel bronią i inne nielegalne transakcje były w normie. Strach towarzyszył mu na co dzień, a co za tym idzie, adrenalina. Tylko teraz nie posługiwał się fałszywym dowodem, bo nie było już po co. Tamten świat nie istniał, a wszyscy wiedzieli, że był dilerem. W końcu to on dostarczył dziesięć kilogramów amfetaminy medykom. Teraz służą wyższej sprawie.
OdpowiedzUsuńUbrany w swoje własne spodnie od dresu sprzed i za długą koszulkę udał się na umówione miejsce. Miał ćwiczyć z niejaką Lucy krav magę. Dokładniej rzecz ujmując, niektórzy zwiadowcy chcieli sprawdzić, czy jej przechwałki są prawdziwe. Postąpili trochę nie fair, bo wybrali jej za przeciwnika prawie dwumetrową górę mięcha, jaką był Gabrych.
- ¡Hola! – zawołał do kobiety. Kątem oka spostrzegł, że w okolicy ludzie jakoś się ożywili. Chyba bardzo chcieli obejrzeć ten pojedynek, ale Gabrychowi on się nie podobał. Bicie kobiet, nie ważne jak wyszkolonych, nie odpowiadało mu.
~Gabrych
[Ślicznie dziękuję za powitanie. Znajdzie się chęć i jakiś pomysł na wątek bądź powiązanie? :)]
OdpowiedzUsuńMark
[Witam panią :)]
OdpowiedzUsuń~ Deacon B.
[Jestem za. Jako technik Deacon potrzebuje narzędzi, a tych w obozie jest pewnie niewiele, więc może, widząc otwarte auto, będzie chciał poszukać ich w bagażniku? Oczywiście zdziwi się widząc ozdoby świąteczne, a nim znajdzie cokolwiek poza nimi, może go zauważyć Lucy, która pewnie nie będzie zadowolona z grzebania w jej samochodzie. Może być ten pomysł? Jeśli tak to powiedz mi tylko, kto zaczyna.]
OdpowiedzUsuń~ Deacon B.
Niektórzy mieli to szczęście, że wraz ze swoim cielskiem przed wielką inwazją wirusa przytaszczyli tu także samochód. Nie liczyło się to, czy jechali na ferie do SPA, czy byli tu tylko przejazdem - po prostu posiadali coś, co należało do nich. Tymczasem pomimo tego, że Deacon mieszkał w tych okolicach od dawna (konkretniej mówiąc: od urodzenia), został z niczym, bo część miasta, w której wcześniej przebywał, gdzie się wychował, była strefą zagrożenia. Dzielnicą pełną włóczących się po niej zombie. Nie było to coś, czym warto było się chwalić, ani nic co mogłoby pokrzepić na duchu i choć Barksdale nigdy nie pokładał nadziei w życiu na ulicach Hunters Point, nigdy nie był tak sceptycznie nastawiony do przebywania tam, jak dziś. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że może być tam jeszcze gorzej niż było do ubiegłego roku. A tu proszę, niespodzianka - wszystko jest możliwe. Liczne przestępstwa i morderstwa to nic w porównaniu z rozszarpywanymi przez swoich byłych kolegów ludźmi.
OdpowiedzUsuńPrzez tą całą aferę, zapoczątkowaną przez laboratoryjne eksperymenty, tak naprawdę nie pamiętał kiedy ostatnio widział coś co należałoby stricte do niego, więc całkowicie rozumiał złość kobiety, która teraz przypominała mu o tym, przy czyim samochodzie stoi. Zrobiłby dokładnie to samo na jej miejscu. Pilnowałby ostatniego dobytku jaki ma. A jako, że nie musiał, bo nie posiadał, wolał skupić się na zawłaszczaniu przedmiotów dla dobra ogółu.
- Potrzebuję narzędzi, inaczej nie zdemontuje... - zaczął bardzo ładnie, ale zaraz gdy spojrzał w jej kierunku, urwał. Właściwie po co jej się tłumaczył? Robił tylko to, co mu kazano. - Pogadaj z radą - zbył ją, wracając do poprzedniego zajęcia. Przekładając kolejne ozdoby świąteczne wciąż miał nadzieję znaleźć w środku coś, co nada się na prace techniczne.
~Deacon B.