Alyssa Rosanna Bishop
Dwudziestodwuletnia dziewczyna urodzona osiemnastego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku w San Fransisco. Była pacjentka szpitala psychiatrycznego, do którego zgłosiła się na własne życzenie. W obozie od samego początku jego istnienia. Brak stałego zajęcia, raz pomoże w uprawie warzyw, raz w pielęgnowaniu chorych, a innym razem będzie bawić się z dziećmi w chowanego. Do obozu przywiozła ze sobą tylko pierwszy tom Władcy Pierścieni i pusty szkicownik.
Jeszcze kilka lat temu chciała być normalną do porzygu nastolatką, która szczęśliwie mieszka w domku z ogródkiem wraz z rodzicami i starszym rodzeństwem. Taką, która nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród tłumu, która ma najlepszych przyjaciół i codziennie wieczorem wychodzi z nimi na miasto, aby zapomnieć o kolejnej jedynce z biologii. Niestety, całe jej życie wyglądało zupełnie inaczej. W rodzinie uchodziła za czarną owcę, w szkole za psychicznie chorą. Nie umiała sobie z tym poradzić. Nie umiała poradzić sobie z rzeczywistością, więc uciekała w świat fikcji, gdzie czuła się najlepiej. Wraz z wyimaginowanym przyjacielem podróżowała po Śródziemiu, po Narni i innych wytworach ludzkiej wyobraźni. Aż w końcu powiedziała dość.
Teraz nie ma nikogo a czuje się najszczęśliwszą osobą na świecie. Praktycznie nie ma rodziny, nie ma wyimaginowanego przyjaciela, nie ma nawet znajomych ze szpitala psychiatrycznego, wszyscy zniknęli, ukryli się albo stali się chodzącymi trupami. Ona miała szczęście. Cudem uniknęła losu, który podzieliła większa część mieszkańców San Fransisco, a nawet całego kontynentu. Żyje, ma się całkiem dobrze i dopóki siedzi grzecznie w Obozie, nie musi się martwić, że w każdej chwili może zostać obiadem zombie. Nikt jej nie zna, mało kto wie o jej przeszłości, więc w końcu może uchodzić za normalną dziewczynę, która ma trochę więcej energii niż pozostali i trochę więcej niż inni się uśmiecha, co niewątpliwie u większości wzbudza zdziwienie.
Niewątpliwie można ją nazwać małym słoneczkiem Obozu. Drobna osóbka, która ma więcej energii niż wszyscy razem wzięci. Biega po wyspie z szerokim uśmiechem na twarzy, starając się nim zarazić innych, nawet jeżeli przyszłości nie maluje się zbyt kolorowo. Nie ma stałego zajęcia, więc stara się pomagać we wszystkim. Właśnie, stara się, bowiem nie do wszystkiego niestety się nadaje. Nie umie szyć, nie daje rady nosić ciężkich rzeczy, zaś ostatnie krojenie ziemniaków też nie skończyło się zbyt dobrze. Zamiast tego woli zająć się ogrodem, w którym spędza najwięcej czasu lub bawić się z dziećmi, dzięki czemu może jakoś sensownie spożytkować swoją energię. A co robi, gdy nie ma co robić? Czyta po raz setny pierwszy tom Władcy Pierścieni, gdyż tylko on jej pozostał. Ona i szkicownik, który od czasu do czasu zapełnia rysunkami przedstawiającymi otaczające ją widoki, których za wiele nie ma.
Zdjęcie od EmilySoto. Cytat - Skillet.
Cześć i czołem. Zapraszam do wątków!

[ Pani na zdjęciu jest przepiękna - nawet zachowawcza Kitty musi to przyznać. Witam serdecznie :) Masz u mnie ogromnego plusa za LOTR. ]
OdpowiedzUsuń[ To naprawdę irytujące, gdy chce się coś napisać na dzień dobry, ale jak się zajrzy w komentarze to można tylko stwierdzić, że w pełni zgadzam się z przedmówczynią :) I już wiem, że Josh by ją polubił. Za bycie Słoneczkiem Obozu, bo idealnie to określenia pasuje.
OdpowiedzUsuńZwrócę tylko uwagę, że w ostatnim akapicie wkradł Ci się błąd. Powinno być gdyż tylko on jej pozostał, ale to drobiazg. ]
[ Zdecydowanie! Zgadzamy się w zupełności, jeżeli ktoś ma chrapkę na scenki rodzajowe z Charliem w roli głównej to SoA na pewno dostarczy mu ich sporo... Przekonałam się o tym przeglądając zdjęcia do karty. Skutecznie rozpraszają, zapewniam.
OdpowiedzUsuńWobec tego jaki wątek wykombinować tu dla dwójki pięknych i pogodnych ludzi... Zakładałabym, że się znają, bo i Obóz mały, a skoro oboje miejscowi to tym większe prawdopodobieństwo. Jeżeli chodzi o konkretny wątek to nic genialnego niestety nie przychodzi mi do głowy Skoro Alyssa ima się różnych zajęć to mimo niezdolności do przenoszenia ciężkich rzeczy z dobroci serca mogłaby się wpakować w zaniesienie jakiegoś dużego kartonu przywiezionej żywności do stołówki. Josh przyuważyłby ją targającą pudła większe od niej samej, zlitowałby się i pomógł, a ona za zadanie miałaby poinstruować go gdzie należy to zostawić itp... Jak mówiłam, nic odkrywczego i oryginalnego, jeżeli masz lepsze pomysły to z chęcią wysłucham. ]
[ Biedny Josh... Wszyscy by go najchętniej ranili by potem móc zszywać. Może ograniczmy się na razie do tej rozmowy, zobaczymy jak się wątek rozwinie i najwyżej wtedy podejmiemy decyzję co dalej. ]
OdpowiedzUsuńJosh pracę na dziś skończył. Przynajmniej oficjalnie, bowiem teoretycznie nikt nie powinien nic więcej od niego chcieć. Zwiadowcy opuszczali mury nader często, narażając się na spore ryzyko i stres ilekroć jakiś zainfekowany wyskoczy tuż przed tobą z niezbyt skomplikowanym planem pożywienia się tobą, a przynajmniej częściami ciała. I chociaż według małej społeczności wykorzystywanie ich jeszcze do prac wewnątrz Obozu było nadużyciem, najczęściej jednak kończyło się tak jak teraz. Co prawda jasnowłosy mężczyzna stał oparty o pick upa, spokojnie gawędząc na bliżej niezidentyfikowany temat z kierowcą, pozwalając by to inni zajęli się rozpakowaniem i przeniesieniem zdobyczy. Dziś obrabowali jeden z supermarketów. Na szczęście sporo mrożonek i innych produktów miało dość długą datę ważności, jednak jeżeli sytuacja nie uspokoi się przez kilka najbliższych lat (o czym zdecydowanie wolał nie myśleć, o braniu pod uwagę nawet nie wspominając) to będą mieli spory problem. Nie wspominając o przeterminowanych puszkach… Leki także miały określony czas przydatności. Odrzucając jednak te niepokojące spostrzeżenia, pożegnał się z kolegą, czując jak zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej, a organizm prosi o choćby półgodzinną drzemkę w jakimś cichym, spokojnym miejscu. Zdecydowanie do takich należało jego własne, wygodne łóżko. Zamierzał jeszcze tylko zahaczyć o stołówkę, niby przypadkiem zwędzić coś dobrego i pójść w swoją stronę gdy po drodze napotkał nieco zabawny widok.
OdpowiedzUsuńAlyssę Bishop znał nie tylko ze słyszenia, bowiem ta młoda dziewczyna o wiecznym uśmiechu wymalowanym na ustach wydawała się być niemal wszędzie i nawet wrodzona energia Josha nie była w stanie jej dotrzymać kroku. Chyba zaczynał się powoli starzeć i perspektywa zbliżającej się wielkimi krokami trzydziestki, będącej zmorą dla większości kobiet, a wyznacznikiem prawdziwie dojrzałego wieku dla mężczyzn, podświadomie nakazywała nieco zwolnić tempa. Przystanął, obserwując jak jasnowłosa zawzięcie walczy z pudłem, które prawdopodobnie ważyło więcej niż ona sama. Uśmiechnął się pod nosem, przez krótką chwilę nie zdradzając swojej obecności.
- Daj mi to – westchnął, materializując się przy niej krótko po rozpaczliwym wezwaniu w eter, na które najwyraźniej poza nim nie miał znaleźć się nikt skory do odpowiedzi. Poczekał aż Aly odsunie się od kartonu, po czym sam nachylił się, dźwigając przesyłkę do stołówki. I tak tam szedł, więc co za problem przy okazji ją nieco wyręczyć? Poczuł w ramionach opadający ciężar; dla niego nie stanowił większego problemu, choć miana lekkiego by tutaj raczej nie użył. – Kto wpadł na tak genialny pomysł by kazać ci to przenieść? – spytał, spoglądając z powątpiewaniem na jej drobną sylwetkę. Chucherko, tak by ją chyba najtrafniej określił.
[Bardzo urocza. Skoro Alyssa bawi się z dziećmi, to może do zabawy przyłączyłby się również Marten, dziesięciolatek, na którego Davis ma oko? Dziewczyna nie będzie mogła go znaleźć, przestraszy się i poprosi Michaela o pomoc w szukaniu? ;)]
OdpowiedzUsuńMichael Davis
[Za to ta twoja patrzy się na mnie jakby chciała mnie zabić... To zdjęcie... To spojrzenie brrr. Boję się! I również się przywitam ^.^]
OdpowiedzUsuńLucy
[Dziękuję za przywitanie! I chyba nawet mam pomysł, który mi pasuje do naszych postaci. Jinx, mający ostatnimi czasy syndrom ratujmy-co-się-da, przemyca pod kurtką kotka. Takiego malucha, który ledwo chodzi i waży tyle, co nic, a jednak jakimś cudem się uratował. Oczywiście nie powinno się mieć zwierząt, bo gospodarka zasobami... Ale Jinx lubi mieć swoje sekrety. O kotku przypadkiem dowiaduje się Ally...]
OdpowiedzUsuńJinx
[Ujmujące zdjęcie. Może dziewczyny będą mogły się jakoś dogadać? Alyssa może pomóc w robieniu porządków wśród lekarstw i innych rzeczy, które są potrzebne lekarzom. A innego zaś razu będzie pilnować Martena, który czasami gnębi swoją obecnością Meredith. Żadnych konkretów jednak nie potrafię wymyślić... No i cześć:)]
OdpowiedzUsuń[Pewne, że może być. Meredith nie odmawia pomocy! :) Powinnam zacząć, czy chcesz to zrobić? ;>]
OdpowiedzUsuń[Ja bym to widziała od momentu, w którym Allie wykrywa obecność kotka, ale jeśli wolisz inaczej, to jestem w stanie ustąpić.]
OdpowiedzUsuńJinx
Zrozumienie podejścia Alysson przychodziło mu z łatwością. Mimo, iż stracił wszystkich, na których mu zależało, nadal z nadzieją wpatrywał się w przyszłość, wierząc, że lepsze jutro musi nadejść, jeżeli nie natychmiast, to wystarczy uzbroić się w cierpliwość, dać losowi trochę czasu i przeczekać najgorsze. Wiedział, że wiele osób w Obozie irytuje jego uśmiech ilekroć przyjmował rację żywności lub umorusany brudem wracał po całodniowych zwiadach, nadal nie prezentując równie poważnego i skupionego wejrzenia. Ale to wszystko wina tego, że nie widzieli go tam, poza murami. Zachowanie w bezpiecznej przystani jaką była Wyspa Skarbów diametralnie różniło się od tego bliżej zagrożenia, gdzie w każdej chwili możesz zginąć i mieć przy tym pretensje tylko do siebie. Josh mógł pozwolić sobie na swobodę i jako taką wesołość tylko wśród obozowiczów, korzystał więc z tej okazji kiedy mógł, mając świadomość, że może to być ostatnia okazja.
OdpowiedzUsuńProsząc o pomoc, nie należy mieć pretensji, gdy się ją otrzymuje. Raz lub dwa podobne zachowanie może przejść, ale nie zawsze w pobliżu będzie Josh, skory wziąć na siebie ciężar pudeł i przenieść je we wskazane miejsce bez szemrania, ratując w ten sposób damę z opresji zrywania sobie czegoś w plecach i niemożności wyprostowania się przez kolejny tydzień tylko dlatego, że próbując zgrywać silną i niezależną kobietę, dziwnym trafem przeceniło się własne możliwości. Widywał tu takich całkiem sporo. Samotne przedstawicielki płci pięknej można było w ciemno podzielić na dwie kategorie. Te, które rozpaczliwie potrzebują pomocy, przynajmniej według nich samych, przez co lgną do silnego męskiego ramienia, licząc na ratunek. Z drugiej strony były też te koniecznie chcące się na coś przydać, próbujące udowodnić światu, że nie tylko doskonale sobie radzą, ale mogą też robić jeszcze więcej. Szalenie miało było pań wiedzących co nieco o złotym środku.
- Myślałem, że dzieci cię lubią – zauważył, kojarząc w głowie obraz szkrabów biegających koło nóg Alyssy. Mógł się mylić, ale był niemal pewny, że niespełna dwa dni temu słyszał jak jakieś rozczochrane rodzeństwo w podartych spodniach mówiło mamie, że ma się nie martwić bo będą z Aly i ona się nimi zajmie. Zajmowanie się rozbrykaną zgrają, nawet jeżeli nie na pełen etat, wymagałoby od niej sporo wysiłku nikt nie zarzuciłby obijania się, mimo że w Obozie rzekomo dla darmozjadów miejsca nie ma. – I to nie tak, że nie chcemy twojej pomocy – powiedział, wzdychając przy tym ciężko. Jak tu jej to najlepiej wytłumaczyć, przy okazji nie wychodząc na gbura, którym przecież wcale nie był? – Musisz sama przekonać się gdzie będziesz naprawdę użyteczna. Bo noszenie ciężkich pudeł nie jest dla ciebie, sama widziałaś. Za jakieś dwadzieścia kilo i dziesięć centymetrów mogłabyś próbować, ale na razie sama tylko sobie możesz zrobić krzywdę, a to z kolei nie będzie na rękę nikomu. – Spróbował być delikatny i szczerze liczył, że w miarę mu się to udało, choć pewny nie był. Kto to wie z kobietami…
W milczeniu przeszedł kilka następnych metrów, marszcząc lekko jasne brwi. Zastanawiał się nad tym co mogłaby robić w obozie by poczuć się naprawdę potrzebna i nie musieć udowadniać na każdym kroku swojego zaangażowania.
- Jakich prac już się imałaś? – spytał, mając pełną świadomość, że przez ostatnie kilkanaście dni tak ruchliwa osóbka mogła zrobić całkiem sporo