Gabriel Gonzalez López
bo jedno nazwisko jest mainstreamowe
meksykanin
ex - diler ■ ex - właściciel baru na kółkach ■ ex - kucharz ■ex - kochanek
grzebień ■ dwanaście książek ■ zapalniczka na benzynę ■ mp4
tanatonauta
Kartoteka ■ Powiązani
krav maga ■ jogging jest dla pedałów ■ uśmiechnij się ■ prawie dwa metry wzrostu ■ szaleniec
mól książkowy ■ nie lubię fałszywych ludzi ■ czemu ktoś zmienił książki na opał?
mam gwarancję, że mój boss mnie nie dopadnie ■ optymista ■ spierdalaj
■ Soy un hombre muy honrado ■
■ jeb się na ryj ■
_________________________________________
Fc: Jason Momoa
Na wątki chętna, rozruszajmy się!
Urodziłem się w Meksykańskich slumsach jako syn jednej z prostytutek mojego bossa. Z urodzenia należałem do niego, nie było o czym gadać. Od małego uczyłem się kraść, kłamać i oszukiwać. Tu powinna paść gadka o tym, jak bardzo tego nie chciałem, ale byłaby to ściema. Żyłem w przekonaniu, że tak ma być i już. Taki jest porządek rzeczy. W wieku dziesięciu lat nauczyli mnie strzelać. Najpierw śrut, potem coś mocniejszego. Od szesnastu lat jeździłem do USA z kilogramami amfetaminy. Fałszywe dowody, przejeżdżanie w różnych miejscach, łapówki i miliony dolarów przepływające przez moje ręce. Czasem musiałem zostać dłużej w Ameryce. Wtedy jeździłem po najczęściej odwiedzanych miejscach, w okolcie szkół i sprzedawałem... tortillę. Kiedy wybuchła epidemia, byłem w San Francisco. Do transakcji nie doszło, a ja musiałem spieprzać. Byłem jednym z pierwszych, którzy budowali i wyposażali obóz. Zawsze żyłem w nieciekawych warunkach, więc tak na prawdę nie robiło mi to różnicy. Kiedyś strzelałem do żywych, teraz zabijam martwych. Nie zmieniło się dla mnie wiele. Nadal żyję z dnia na dzień, nie myślę o przyszłości i jestem zależny od innych. Wykonuje rozkazy i nie mam jakiegoś wielkiego kodeksu honorowego. Jestem chyba jedynym, który jest w stanie sprać dzieciaka za złe zachowanie. Nie mówię oczywiście o katowaniu, po prostu niektórym przydałoby się czasem pasem po gołym dupsku, tak profilaktycznie. Pomijam fakt, że lubię czytać dzieciom bajki lub je opowiadać. Robię to robić i często pomagam opiekunkom. Na kobietę nigdy ręki nie podniosę.
Kartoteka ■ P
krav maga ■ jogging jest dla pedałów ■ uśmiechnij się ■ prawie dwa metry wzrostu ■ szaleniec
mól książkowy ■ nie lubię fałszywych ludzi ■ czemu ktoś zmienił książki na opał?
mam gwarancję, że mój boss mnie nie dopadnie ■ optymista ■ spierdalaj
■ Soy un hombre muy honrado ■
■ jeb się na ryj ■
_________________________________________
Fc: Jason Momoa
Na wątki chętna, rozruszajmy się!
[Ach mam słabość do tego imienia <3 No i gif na którym jest ten pan jest śliczny tak]
OdpowiedzUsuńLucy
[Jasne, zawsze, wszędzie. Tylko tak. Jakiś pomysł jest?]
OdpowiedzUsuńLucy
[Hmm trochę doszkoliłam się z wikipedii o Krav magdze(nie wiem jak to się odmienia) więc ta opcja jest git. Tylko pytanie do zaczęcia (oczywiście ja zacznę). Czy ogólnie oni się znają? Nie tak z widzenia tylko tak no bardziej poufalej czy coś?]
OdpowiedzUsuńLucy
Pewnego dnia gdy jak zawsze Lucy, szła na miejsce zbiórki zwiadowców, zdarzyło się coś co sprawiło, że teraz miała umówiony trening Krav magi. No cóż. Jak teraz o tym pomyśleć to zdawała sobie sprawę, że to jednak nie był aż taki dobry pomysł by w tedy mieszać się w tą rozmowę i niepotrzebnie przechwalać. Nie dość, że ukończyła akademię wojskową i jest zwiadowcą to jeszcze będzie się chwalić, jakich to ona nie zna sztuk walki.
OdpowiedzUsuńAle cóż zrobić? Obiecała, zobowiązała się no to pójdzie zrobi to.
Ubrała się w to co najwygodniejszego i w miarę czystego miała. To nie wybieg mody, zapamiętaj! te słowa kiedyś powiedział jej ojciec, kiedy po raz pierwszy przekraczała progi Akademii Wojskowej. Te słowa teraz też były aktualne. Po co się stroić skoro wszędzie biegają pomidorowe zombie?
Stała teraz i rozciągała się w umówionym miejscu, czekając na osobę z którą miała ćwiczyć.
Nie znała go zbyt dobrze. Jedynie z imienia.
Zadziwiające tutaj było to, że wszyscy od razu zdawali się wiedzieć wszystko o tobie. To było troszeczkę przerażające no, ale to przecież koniec świata jest, a przynajmniej San Francisco...
[No i wyszło takie coś]
Lucy
Odwróciła się gwałtownie.
OdpowiedzUsuńI od razu zauważyła że to jest grubo nie fair. Jakby była zwykłą dziewczyną nie mającą wojskowych tradycji ale że miała... No cóż.
Wiedziałaby jak go obalić wykorzystując swój marny wzrost i jego posturę. Oczywiście zaraz skończą się pozorne dobre relacje by w walce mogła uznać go za wroga.
Nie wiedziała jaki ma zakres siły ale to nawet dobrze bo on w sumie nie wiedział jaki ona miała ten zakres. Trochę się spinając i próbując choć trochę go ocenić podeszła bliżej.
- To z tobą mam walczyć? Wiesz... To trochę nie fair.... Dla ciebie oczywiście - trochę humoru nie zaszkodzi przecież zaraz mają się bić.
Uśmiechnęła się. Ale jakoś tak ten cały tłum który nagle zaczął zbierać się wokół nich... Czy ci ludzie już naprawdę nie mają nic do roboty? Fuknęła na nich ale cicho.
- Powiedz mi kiedy będziesz gotowy. Lub nie. Z resztą rób jak chcesz - była całkowicie poważna. Koniec z żartami...
Lucy
[To ja od razu informuję, że pomysł bardzo by się przydał, bo ja ich nie mam :( A na wątek chęci wielkie]
OdpowiedzUsuńSamantha